To nadal był i jest bardzo kompetentny motocykl, ale został „industrialnie” wystylizowany. Przypominał dyżurkę przy stoczni. Był jak świetna dziewczyna, która potrafi doskonale gotować, ma wspaniałe serce, jest mądra, ale wygląda jak Krzysztof Rutkowski. Nowa wersja to zupełnie inny temat i jeśli chodzi o mnie, z powodzeniem mógłbym złożyć wniosek o postawienie tego sprzętu w foyer muzeum Guggenheima. Chciałbym też osobiście podziękować osobie z działu komfortu i siedzeń – a wiem, że Japończycy mają taki dział – która zaprojektowała kanapę. Nie jest ona komfortowa tylko na tle innych kanap motocyklowych, ale jest komfortowa na tle sof w klubach. I chmur. Kiedyś nie widziałem żadnego problemu w przemieszczaniu się motocyklem sportowym przez 700 kilometrów jednego dnia w pozycji skulonego nad zbiornikiem paliwa bakiem, ale to było wczasach, kiedy mój kręgosłup i tyłek jeszcze posiadały jakąś wytrzymałość. Teraz, wiele lat i setki tysięcy kilometrów za sterami różnych motocykli później nie potrafię już wstać i usiąść bez wydawania przy tym jakiegoś dźwięku – najczęściej jest to „yyyyyyy”. Dobrze, trzeba w końcu odnieść się do słonia w pokoju. Versys 1000 ma ten sam silnik, co Z1000, a to tak jakby powiedzieć, że Twoja dziewczyna ma tą samą twarz co Anna Lewandowska. Ten silnik jest, obawiam się, dość perfekcyjny w zasadzie swojego działania. Na potrzeby motocykl turystycznego został trochę ucywilizowany, przecież nie każdy chce pokonywać przełęcz Stelvio na gumie, w dymie (ja na przykład chcę). Inżynierowie Kawasaki opuścili sporo przedstawień swoich dzieci i kolacji z żonami, żeby zostać w robocie i udoskonalić przebieg krzywej momentu obrotowego. Dzięki temu jest on dostępny w-każdym-momencie, niezależnie od obrotów i biegu (tak, można ruszyć na piątym biegu z miejsca). Ponieważ ja mentalnie mam 7 lat, polecam na trójce – albo dwójce jeśli masz rozrywkowy nastrój – podkręcić obroty do mniej więcej 6500 i otworzyć gaz do ogranicznika. Poczujesz się jakby sam Pan Bóg klepnął cię w plecy. Silnik jest bardzo silny, czuć jakby zamiast paliwem był zasilany odżywką białkową i przede wszystkim, czuć w nim tą charakterystyczną „Kawasakowatość” - sposób pracy, dźwięk. Możesz wsłuchać się i usłyszeć, jak paliwo miesza się z powietrzem, jak dochodzi do eksplozji, jak pracują zawory. I można się spodziewać, że przy tej całej mocy i charyzmie manetka gazu będzie działała jak przełącznik ON/OFF, albo jak zawleczka. Otóż nie, otwieranie przepustnicy przywodzi na myśl smażenie naleśnika i płynne i łagodne szorowanie ciasta po teflonie. Zabrałem Versysem moją kumpelę na przejażdżkę. Nie miała ona wcześniej do czynienia z dużym, szybkim motocyklem i zazwyczaj w takich przypadkach robię wszystko, co mogę, żeby jej nie obrzydzić jazdy, a motocykl ma mi w tym pomagać. Dobra robota, Versys. Dzięki Tobie miałem na każdych światłach masaż pleców. Ale mimo to, przy zsiadaniu z motocykla wydałem z siebie stłumione „Uuuuuch”.

 

Ciąg dalszy nastąpi...