Koncepcja motocykla jako pojazdu sama w sobie jest szalona. Dwa koła brak jakiejkolwiek ochrony dla kierowcy i niesamowite osiągi. Ekstremalne doznania przeznaczone dla właścicieli sportowych samochodów, kierowcy zwykłych, drogowych motocykli dostają w pakiecie. Są jednak modele, które w tym szaleństwie stoją na szczycie piramidy stając się z miejsca obiektem pożądania. Porażają mocą i przyspieszeniem, oddzielają chłopców od mężczyzn, a ich właściciele otaczani są czcią i szacunkiem godnym pogromców bestii które są w stanie okiełznać.

Pośród tych najbardziej ekstremalnych jest jeszcze jedna kategoria zarezerwowana dla niewielu maszyn które przekraczają wszelkie granice stając się kultowe zaraz po premierze. Nie tylko są one nieprzyzwoicie szybkie ale mają w sobie to coś, ten pierwiastek który wyróżnia je spośród pozostałych szybkich motocykli. Te modele są pokazem siły i potęgi producenta. Parafrazując klasyka otwierają oczy niedowiarkom, to jest nasze, przez nas wyprodukowane i to nie jest nasze ostatnie słowo. 

Kawasaki ma specjalną linię modelową, którą oznacza tego typu pojazdy “H”. Pierwsze H2 z 1972 r otrzymało przydomek “The widow maker” i chyba nie był to przypadek jeśli weźmiemy pod uwagę, że był to 3 cylindrowy dwusów o pojemności 750 cm3, który stał się ikoną w drag racingu. Model ten został zaprojektowany i wyprodukowany tylko w jednym celu, miał być szybki. Wszystko inne było sprawą drugorzędną, liczyła się tylko prędkość. Historia zatoczyła wielkie koło i tak jak w latach 70-tych tak i na początku drugiej dekady XIX wieku inżynierowie z Akashi ponownie dostali takie zadanie. 

Jak powstało H2. Z pewnością musiało to być dzieło przypadku lub jakiegoś nieporozumienia. Najprawdopodobniej nowy manager, który chciał zabłysnąć przed zarządem zebrał wszystkich inżynierów odpowiedzialnych za nowe projekty narysował kilka wykresów, przebieg mocy zobrazował prostą linią odrysowaną od linijki, okrasił to wszystko absurdalnymi liczbami, że niby poniżej 7 s do 200km/h i wychodząc rzucił coś o startujący myśliwcu bojowym. Gdyby cała heca miała miejsce gdzieś w Europie z pewnością uznano by go za szaleńca a jego plan opowiadano by w ramach anegdoty przy kawie. Jednak japończycy nie słyną z poczucia humoru, a zawiedzenie oczekiwań swojego szefa równe jest z okryciem się hańba co w dawnych czasach kończyło się rytualnym otwarciem swojego brzucha za pomocą krótkiego miecza. Nie mając więc innego wyboru i nie wiedząc, że tak się nie da zrobili jak powiedział. 

Wersja torowa (H2R) wygląda jak myśliwiec, przy starcie jest od niego szybsza i pojedzie 400 km/h. Srogo. Co ciekawsze, skastrowana wersja z homologacją drogową, która od 2019 roku ma 231 km spełniając przy tym normę Euro 4 (?!?) do 200 km/h rozpędza się tak samo szybko. Nie wiem, kto jest odpowiedzialny za wypuszczenie tego pojazdu na drogi publiczne, ponieważ prawo jazdy można nim stracić nie zapinając dwójki ale w dobie poprawności i unijnych pomysłów na montowanie ograniczników prędkości w pojazdach należy mu się medal.

Za przewidywalną jazdę odpowiedzialna  jest całą masa systemów rodem z MotoGP czy WSBK bez których motocykl oględnie mówiąc stałby się trudny w prowadzeniu. Na pokładzie mamy między innymi: 

IMU - Inercyjny Zespół Pomiarowy (cokolwiek to oznacza) dostarczający do sterownika silnika całą masę informacji o położeniu nadwozia w przestrzeni. 

KCMF - Kontrola skręcania Kawasaki - system monitorujący parametry silnika i nadwozia przy pokonywaniu i na wyjściu z zakrętu. Stosownie do potrzeb zmienia siłę hamowania i moc silnika.

KLCM - Kawasaki Launch Control Mode - system zapobiegający zerwaniu przyczepności tylnego koła i uniesieniu się przedniego przy starcie. Zarządza mocą silnika umożliwiając zabójczoszybki, precyzyjny start.

KTRC - kontrola trakcji mająca 3 tryby i 9 poziomów z możliwością jej wyłączenia, dla odważnych.

KQS - Quickshifter Kawasaki działający w obie strony. Umożliwia zmianę biegu w górę lub w dół bez użycia sprzęgła. Całą operacja trwa krócej niż podjęcie decyzju o zmianie przełożenia w mózgu. 

Kawasaki Engine Brake Control (KEBC) - system umożliwiający ustawienie siły hamowania silnikiem. 

Do całej tej masy systemów na “K” dodajmy jeszcze przednie sportowe zawieszenie KYB AOS-II, tylne gazowe Öhlins, amortyzator skrętu oraz hamulce od Brembo, a sprawa robi się poważna. 

No dobrze ale jak się tym jeździ? Zajmując pozycję za sterami, która jest mocno sportowa już wiem, że będzie szybko. Przekręcam stacyjkę, na wyświetlaczu pojawiają się informacja o włączonych systemach. Analogowy obrotomierz, którego skala kończy się na 16000 rpm budzi się do życia. Seryjny układ wydechowy wydaje z siebie przyjemny pomruk. Kolanami wczepiam się w bak, wyginam plecy w łuk, jedynka i jazda. Na początku spokojnie, okazuje się, że H2 można jechać wolno, ciekawe czy ktoś też tego próbował? Kawałek szybszej trasy i wygrywa ciekawość. Czas sypnąć trochę z garści. Rolgaz, w tym modelu zwany także potencjometrem mocy jest tak czuły i delikatny, że mocniejszy ruch nadgarstkiem powoduje natychmiastową teleportację. Przy budowie H2 sięgnięto do modnej w latach 80 koncepcji silników doładowanych. I dobrze, bo po przekroczeniu odpowiednich obrotów usłyszymy dźwięk rodem z filmów science fiction. Głośny metaliczny świst to znak, że supercharger rozpoczął pracę, a tunel czasoprzestrzenny został otwarty. Niewiarygodne przyspieszenie powoduje, że uśmiech nie schodzi z twarzy. Przekroczenie 6000 rpm jest jak zastrzyk z endorfiny i adrenaliny w jednym. Prędkość staje się wciągająca. 

Nie uświadczymy przy tym żadnej turbodziury, motocykl nie zmieni się nagle w szaloną bestię, będzie liniowo przyspieszać, zachowując się przy tym bardzo stabilnie.


Jedynka nie kończy się nigdy. 100 km/h osiągamy bez problemu bez zmiany pierwszego biegu. Błyskawicznie zmieniając przełożenia przy pomocy KQS dość szybko przekraczamy granice zdrowego rozsądku. Nagle okazuje się, że łagodne łuki autostrady to ostre zakręty, w które trudno się zmieścić. 

Kawasaki H2, choć rzadko spotykany na naszych drogach jest bardzo rozpoznawalny. Ostre, drapieżne kształty nadwozia, lustrzany lakier czy piękny monowahacz sprawiają, że nie sposób oderwać od niego wzroku. Nie zdziw się jeżeli przypadkowi ludzie na ulicy zaczną do ciebie machać, a sąsiad nie zdradzają jak dotąd żadnego zainteresowania motocyklami zacznie recytować dane techniczne z pamięci. Wśród innych motocyklistów masz z miejsca +10 do charyzmy. Na każdych światłach poczujesz na sobie dziesiątki zaciekawionych spojrzeń. Każdy zwróci na ciebie uwagę, niektórzy nie będą mogli oderwać od ciebie wzroku a jeszcze inni będą robić sobie z tobą zdjęcia. Z miejsca stajesz się celebrytą.

Kawasaki H2 jest koncepcją szaloną i właśnie dlatego tak interesującą. To model stworzony przez marzycieli, a nie księgowych. Pokazuje siłę i potęgę marki jednocześnie rozstawiając po kątach konkurencję. Ten motocykl jest do bólu charakterystyczny i nie sposób pomylić go z żadnym innym. To dzieło sztuki inżynierii, które u progu wyparcia silników spalinowych z motoryzacji przez elektryczne może okazać się jednym z ostatnich takich przedsięwzięć. Za parę dekad będzie poszukiwanym przez kolekcjonerów motocyklem, a każdy egzemplarz w dobrym stanie będzie na wagę złota.