Po prostu małe pojazdy daję frajdę odwrotnie proporcjonalnie do swoich rozmiarów. Z innymi rzeczami w życiu też tak podobno jest. W związku z tym byłem raczej szczęśliwy kiedy dostałem telefon, że czeka na mnie  nowy skuter Kawasaki – J125. Skuter jako forma transportu jest najbardziej sensowną rzeczą jaką możesz zrobić w mieście. Tam i tak jest pełno imbecyli, którzy nie potrafią wrzucić jedynki na światłach, zapomnieli gdzie jest pedał gazu i ogólnie woleliby teraz być w swojej kuchni krojąc cebulę niż w samochodzie w drodze do pracy. Możesz mieć najszybszy sportowy samochód, możesz mieć nawet Passata TDI. W korku wszyscy są równi i wszyscy mają tak samo przechlapane. No, oprócz mnie, bo ja siedzę właśnie na J125 i jednej ręce trzymam szejka truskawkowego, z którego spijam sobie bezstresowo przez podniesioną szybkę w kasku. Dlaczego? Ponieważ mogę. I jednocześnie mogę przedzierać się przez korek i zaparkować w dowolnie wyimaginowanym przeze mnie miejscu. Kusiło mnie, żeby wjechać J125 do supermarketu, naprawdę, ale kusiło mnie już nieco mniej, żeby być w wieczornych wiadomościach. Ale teraz najlepsze. To ta sama platforma co J300, czyli gigantyczne siedzenia i obrzydliwy wręcz poziom komfortu. Trzysetką jechałem kiedyś z dziewczyną, która usnęła w czasie jazdy. Nie sądzę, żeby ktoś na J125 podejmował desperackie próby wyprzedzania tira na autostradzie. Chyba, że jest totalnym obłąkańcem, a jego cojones rozmiarem przypominają dwa dojrzałe  grejpfruty. Mimo to spokojnie można się wybrać w dwójkę w trasę na weekend. Mało mocy? Mam genialne rozwiązanie – jedź zgodnie z przepisami, a żadnego deficytu nie odczujesz. Miasto jest naturalnym terenem J125 i miejscem, gdzie rządzi on niepodzielnie, bo mimo tego, że komfort oddany Ci do dyspozycji (i twojej pasażerce) jest spektakularny, bo sam pojazd jest na tyle niewielki, że spokojnie mieści się między samochodami. Jest też lżejszy i zwinniejszy od 300-tki i – zabrzmię teraz jak nerd – łatwiej w nim zlokalizować środek ciężkości i odnieść ten fakt do przyczepności opon. Mówiąc po ludzki, J125 prowadzi się świetnie i pewnie. I tak też się czuje w mieście. Jak dla mnie J125 jest trochę rewolucją, bo nie ma obecnie innego sprzętu, którym mógłbyś latać na prawie jazdy kat. B, zapakować siebie i swoją dziewczynę na weekedową wycieczkę i codziennie demolować komunikacyjny bałagan korków.